Nowości w tym tygodniu! (26.06.-02.07.2016r.)


01.07.2016r.

"Verloren prinz", Dark Queen




129




Maj 1987, RFN
Sophie stanęła na palcach i wyciągnęła ręce w górę, zupełnie jakby chciała sięgnąć nieba. Próbowała i próbowała, a kiedy się nie udało, roześmiała się zakręcając piruet. Jej włosy tańczyły wokół jej twarzy, a sukienka wokół nóg. Sophie cała tańczyła. Dla Nico Sophie była tańcem. Kręciła się w koło, niby to oddalając się i wiedział, że mogła tak w nieskończoność, bo z niewyjaśnionych przyczyn nigdy jej nie mdliło, ale wiedział też, że chciała, żeby ją znalazł. Stanął na jej drodze, a ona wpadła w jego ramiona. Objął ją mocno, bo dopiero, gdy się zatrzymała, poczuła jak bardzo wirowała. Kosmyki opadły na jej twarz. Zburzył je wiatr. A jej włosy tak łatwo było rozwiać, bo one kochały wiatr. Wystarczył podmuch, a włosy Sophie zaczynały tańczyć.
Niewiele było miejsc, w których ktoś nie pił albo nie dogorywał. Ogród O’Connorów wydawał się bezpiecznym miejscem, nawet jeśli Rico ciągle im przeszkadzał. Życie, miejsce, w jakim przyszło im dorastać nie oferowało zbyt wiele. Dlatego Sophie tańczyła i dzięki Bogu, on także. Życie po tej stronie muru dawało więcej, niż życie po drugiej, ale im wciąż czegoś było brak, więc pewnie dlatego ciągle dawali sobie siebie.
- Nico – westchnęła, dmuchnęła sobie w twarz i pokręciła nosem. Uśmiechnął się, bo jak nie śmiać się, gdy trzymał w ramionach najpiękniejszą dziewczynę na świecie. W niej wszystko było piękne i inne. Nie nosiła natapirowanych fryzur, ani krzykliwych sukienek. Miał piękne, jasnobrązowe włosy, które układały się w miękkie fale i nosiła pastelowe sukienki, takie w których zawsze mogła się kręcić. Jeśli ktoś zapytałby Nico, jak wygląda francuska elegancja w najbardziej niewinnym, w najpiękniejszym wydaniu, to wskazałby Sophie Durand. Jej siostry nie miały w sobie nic, co wszystko posiadała Sophie. Pocałowała go, a potem znów wymknęła się z jego ramion, żeby wirować i kręcić piruety. Jej bose stopy miękko zanurzały się w trawie, a dłonie uniesione ku niebu wydawały się dotykać chmur. – Czy my będziemy zawsze razem? – zatrzymała się nagle i popatrzyła na niego poważnie, przenikliwie, dojrzale. Nie jak szesnastolatka, którą było jeszcze sekundę temu. Podbiegł do niej, ciężko mu było znajdować się z dala, kiedy Sophie to piękno samo w sobie. Jej imię powinno oznaczać piękno.
- A gdzie mielibyśmy być? – zapytał, obejmując ją mocno i podnosząc do góry. Bez swoich ukochanych czółenek, tak potwornie wysokich, była bardzo malutka.
- No wiesz? Może znajdziesz inną, która pokochasz, która będzie ładniejsza, zdolniejsza, lepsza?
- Nie wiem, Sophie. Może ty znajdziesz takiego, co może dać ci pałac, a nie przedwojenny domek z dwoma pokojami. – W tym momencie popatrzyła na mocno zniszczony budynek, który rok później miał stać się jej domem na zawsze. Uśmiechnęła się czule i rozmarzona.





Czytaj dalej...
Kategoria: Tom Kaulitz




 * * *


30.06.2016r.

"My Immortal", Beatrice J.






Rozdział XXXVI


    Do spotkania zostało jeszcze kilka godzin. Próbowała zająć się czymś pożytecznym, posprzątała, ugotowała sobie obiad na dwa dni, ale jej myśli zajmowała wciąż ta jedna. Czego ta kobieta może od niej chcieć?
            Może widząc jak poważny stał się ich związek, po prostu tylko chce ją osobiście poznać? Chce zobaczyć jaka jest, bo troszczy się o syna i bardzo go kocha? A może nie pogodziła się z tym do tej pory i będzie próbowała ją zniechęcić? Tę drugą, wielce prawdopodobną wersję, odganiała od siebie jak natrętną muchę. Doskonale zdawała sobie jednak sprawę z tego, że tak też może się stać, choć bardzo tego nie chciała.
            Zbliżała się nieuchronnie godzina spotkania. Z każdą chwilą coraz bardziej się denerwowała i bała. Jadąc samochodem miała wrażenie, że pomimo grającej dość głośno muzyki słyszy bicie swojego serca, a gdy wchodziła do hotelu łomotało już tak, że omal nie wyskoczyło jej z piersi.
            Pomimo, że jeszcze pozostało pięć minut do osiemnastej, pani Kaulitz była już w restauracji i na widok dziewczyny skinęła ręką, jednak na jej twarzy, nie pojawił się nawet najmniejszy cieńuśmiechu.
            Kiedy Babette podeszła do stolika, kobieta wstała i podała jej rękę.
            - Witam panią, Simone Kaulitz.
            - Babette Chardin - przedstawiła się. Oficjalny ton kobiety nie wróżył niczego dobrego, przynajmniej tak jej się wydawało, była bardzo surowa i oschła, ale dziewczyna wciąż łudziła się, że może to tylko pierwsze wrażenie i jakieś pozory?
            - Napije się pani czegoś? – zapytała matka Billa, kiedy już usiadły, gestem przywołując kelnera.




Czytaj dalej...
Kategoria: Bill Kaulitz, +18



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz