01.07.2016r.
"Verloren prinz", Dark Queen

129
Maj 1987, RFN
Sophie stanęła na palcach i wyciągnęła ręce w górę,
zupełnie jakby chciała sięgnąć nieba. Próbowała i próbowała,
a kiedy się nie udało, roześmiała się zakręcając piruet. Jej
włosy tańczyły wokół jej twarzy, a sukienka wokół nóg. Sophie
cała tańczyła. Dla Nico Sophie była tańcem. Kręciła się w
koło, niby to oddalając się i wiedział, że mogła tak w
nieskończoność, bo z niewyjaśnionych przyczyn nigdy jej nie
mdliło, ale wiedział też, że chciała, żeby ją znalazł. Stanął
na jej drodze, a ona wpadła w jego ramiona. Objął ją mocno, bo
dopiero, gdy się zatrzymała, poczuła jak bardzo wirowała. Kosmyki
opadły na jej twarz. Zburzył je wiatr. A jej włosy tak łatwo było
rozwiać, bo one kochały wiatr. Wystarczył podmuch, a włosy Sophie
zaczynały tańczyć.
Niewiele było miejsc, w których ktoś nie pił albo nie
dogorywał. Ogród O’Connorów wydawał się bezpiecznym miejscem,
nawet jeśli Rico ciągle im przeszkadzał. Życie, miejsce, w jakim
przyszło im dorastać nie oferowało zbyt wiele. Dlatego Sophie
tańczyła i dzięki Bogu, on także. Życie po tej stronie muru
dawało więcej, niż życie po drugiej, ale im wciąż czegoś było
brak, więc pewnie dlatego ciągle dawali sobie siebie.
- Nico – westchnęła, dmuchnęła sobie w twarz i pokręciła
nosem. Uśmiechnął się, bo jak nie śmiać się, gdy trzymał w
ramionach najpiękniejszą dziewczynę na świecie. W niej wszystko
było piękne i inne. Nie nosiła natapirowanych fryzur, ani
krzykliwych sukienek. Miał piękne, jasnobrązowe włosy, które
układały się w miękkie fale i nosiła pastelowe sukienki, takie w
których zawsze mogła się kręcić. Jeśli ktoś zapytałby Nico,
jak wygląda francuska elegancja w najbardziej niewinnym, w
najpiękniejszym wydaniu, to wskazałby Sophie Durand. Jej siostry
nie miały w sobie nic, co wszystko posiadała Sophie. Pocałowała
go, a potem znów wymknęła się z jego ramion, żeby wirować i
kręcić piruety. Jej bose stopy miękko zanurzały się w trawie, a
dłonie uniesione ku niebu wydawały się dotykać chmur. – Czy my
będziemy zawsze razem? – zatrzymała się nagle i popatrzyła na
niego poważnie, przenikliwie, dojrzale. Nie jak szesnastolatka,
którą było jeszcze sekundę temu. Podbiegł do niej, ciężko mu
było znajdować się z dala, kiedy Sophie to piękno samo w sobie.
Jej imię powinno oznaczać piękno.
- A gdzie mielibyśmy być? – zapytał, obejmując ją mocno i
podnosząc do góry. Bez swoich ukochanych czółenek, tak potwornie
wysokich, była bardzo malutka.
- No wiesz? Może znajdziesz inną, która pokochasz, która
będzie ładniejsza, zdolniejsza, lepsza?
- Nie wiem, Sophie. Może ty znajdziesz takiego, co może dać ci
pałac, a nie przedwojenny domek z dwoma pokojami. – W tym momencie
popatrzyła na mocno zniszczony budynek, który rok później miał
stać się jej domem na zawsze. Uśmiechnęła się czule i
rozmarzona.
Czytaj dalej...
Kategoria: Tom Kaulitz
* * *
30.06.2016r.
"My Immortal", Beatrice J.

Rozdział XXXVI
Do spotkania zostało jeszcze kilka
godzin. Próbowała zająć się czymś pożytecznym, posprzątała,
ugotowała sobie obiad na dwa dni, ale jej myśli zajmowała wciąż
ta jedna. Czego ta kobieta może od niej chcieć?
Może
widząc jak poważny stał się ich związek, po prostu tylko chce ją
osobiście poznać? Chce zobaczyć jaka jest, bo troszczy się o syna
i bardzo go kocha? A może nie pogodziła się z tym do tej pory i
będzie próbowała ją zniechęcić? Tę drugą, wielce
prawdopodobną wersję, odganiała od siebie jak natrętną muchę.
Doskonale zdawała sobie jednak sprawę z tego, że tak też może
się stać, choć bardzo tego nie chciała.
Zbliżała
się nieuchronnie godzina spotkania. Z każdą chwilą coraz bardziej
się denerwowała i bała. Jadąc samochodem miała wrażenie, że
pomimo grającej dość głośno muzyki słyszy bicie swojego serca,
a gdy wchodziła do hotelu łomotało już tak, że omal nie
wyskoczyło jej z piersi.
Pomimo,
że jeszcze pozostało pięć minut do osiemnastej, pani Kaulitz była
już w restauracji i na widok dziewczyny skinęła ręką, jednak na
jej twarzy, nie pojawił się nawet najmniejszy cieńuśmiechu.
Kiedy
Babette podeszła do stolika, kobieta wstała i podała jej rękę.
-
Witam panią, Simone Kaulitz.
-
Babette Chardin - przedstawiła się. Oficjalny ton kobiety nie
wróżył niczego dobrego, przynajmniej tak jej się wydawało, była
bardzo surowa i oschła, ale dziewczyna wciąż łudziła się, że
może to tylko pierwsze wrażenie i jakieś pozory?
-
Napije się pani czegoś? – zapytała matka Billa, kiedy już
usiadły, gestem przywołując kelnera.
Czytaj dalej...
Kategoria: Bill Kaulitz, +18
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz