17.06.2016r.
"My Immortal", Beatrice J.
Rozdział XXXIV
- Wyobrażasz sobie, że nie przyjedzie?! -
krzyknęła już od drzwi Babette, z impetem wpadając do pokoju
Julii.
-
Kto? Gdzie? - zapytała zdezorientowana przyjaciółka.
-
No Bill... - jęknęła niemal z płaczem, siadając na wprost. - Na
twoje wesele.
-
Wiedziałam, że tak będzie, czułam to, jak tylko dawaliśmy wam
zaproszenie. Już wtedy widziałam jego niewyraźną minę –
odparła spokojnie kobieta.
-
Julia… On przecież chciał pójść... - powiedziała cicho
Babette broniąc go, jednak szefowa jakby wcale nie słuchała tego
co mówi jej podwładna, pytając z nutą ironii w głosie:
-
A co wymyślił? Dodatkowy koncert, czy może jakiś ekskluzywny
wywiad?
-
Przestań, nie zrobił tego specjalnie, wiedział jak mi zależało.
David nagrał im jakąś sesję zdjęciową, a potem ma
być konferencja prasowa.
Babette
zauważyła, że ostatnio jego osoba stała się obiektem ataków
Julii. Zdesperowana dziewczyna próbowała go bronić przed
oskarżeniami przyjaciółki. Tymczasem ta, krytykowała go na każdym
kroku i nie ukrywała, że czuje do niego niechęć. Wiedziała, że
przez ten związek jej przyjaciółka ma same kłopoty. Kiedyś
wspierała ją i nawet sama namawiała, żeby posłuchała serca,
teraz bardzo tego żałowała.
-
Akurat… – uśmiechnęła się drwiąco. – Po prostu nie chce
iść, pewnie towarzystwo mu nie odpowiada, pieprzony gwiazdorek...
-
Gdyby tylko mógł, na pewno by przyjechał - powiedziała w końcu
stanowczo Babette. Była urażona słowami kobiety, rozżalona i
zawiedziona, lecz ani przez chwilę nie wątpiła w to, że mówił
jej prawdę. Wierzyła mu, bo chciała. Gdyby zwątpiła, oszalałaby
z niepewności i zazdrości w czasie tej trasy koncertowej. Będąc z
nim, nauczyła się wierzyć i ufać. Może po prostu nie miała
innego wyjścia? Bo cóż innego mogła zrobić, w swoim niegodnym
pozazdroszczenia, położeniu?
Kategoria: Bill Kaulitz, +18
* * *
"Płomienność uczuć", Lauren
Rozdział 8
Gdy wychodzę z Domu z Billem, ogarnia mnie dziwny spokój. To
chyba najlepsze podejście do randki z tym facetem. Wzięłam go z
zaskoczenia, więc nie ma czasu na żadne rozbudowane plany. Bo
rozbudowane plany równają się przesadnym przyjemnościom i
przemyślanemu uwodzeniu, czyli dwóm rzeczom, które zdecydowanie
nie są mi potrzebne. Wystarczająco trudno mi się oprzeć takiemu,
jaki jest.
- Weźmiemy mój samochód – mówi i kładzie mi dłoń na
plecach.
Ciepło jego ręki dodaje mi otuchy, gdy prowadzi mnie to
opływowego, czarnego kabrioletu zaparkowanego przy krawężniku. To
piękny i zadbany aston martin. Wygląda, jakby mógł latać, i
przez chwilę wyobrażam sobie, że wsiadam za kierownicę, wciskam
gaz do dechy i zostawiam za sobą wszystkie swoje demony.
- Ładny wózek – chwalę, chociaż staram się nie okazywać
zbytniego zainteresowania. Z pewnością jest przyzwyczajony, że
kobiety pieją z zachwytu nad nim i jego samochodem. Ja nie. Niech
zacznie się gra, myślę.
- Dzięki – Otwiera mi drzwi i wślizguję się na brązową
skórę, podziwiając niesamowite bogactwo i dopracowanie wnętrza. -
Uznałem, że to piękny dzień na przejażdżkę bez dachu – mówi,
okrążając samochód i siadając za kierownicę. - Nie sądziłem
jednak, że zabiorę na nią ciebie. Dodatkowy bonus! - stwierdza i
zakłada okulary, obdarzając mnie szerokim uśmiechem. Nie mogę się
powstrzymać i też się uśmiecham.
- Gdzie się podziały stare, dobre półciężarówki z wielkim
zadem? - pytam, a on ze śmiechem sięga do schowka, muskając
ramieniem moje udo.
Kategoria: Bill Kaulitz
* * *
"You were supposed to love me", Pauline Ka.
Rozdział XV
Z chęcią czytam książki poświęcone kryminalistyce, uwielbiam
także naukę jaką jest człowiecza anatomia, choć lenistwo
pożałowało mi godnego statusu studenta medycyny.
Ja, zgodnie z wyolbrzymioną ambicją, jestem studentem
wszystkiego i niczego. Studiuję rozległą sieć własnych
zainteresowań, zagłębiam w hobby, jak w nędznej imitacji życia.
Cóż, przynajmniej mam z niego to, co chcę, a nie to, za czym
biegną inni.
Według nich, nie mam niczego. Według mnie, mam więcej niż oni.
Otwarcie przyznaję, że jestem sumą nastoletnich błędów i
porażek jakie za sobą pociągnęły, ale mam mózg. Mam logikę.
Umiem myśleć, a myślenie zdradza, że najciemniejszy punkt zawsze
znajduje się pod latarnią.
Jeżeli twoim pragnieniem jest złapanie mordercy, musisz zacząć
myśleć jak psychopata.
Będąc psychopatą musisz myśleć jak przedstawiciel prawa, aby
nie zdołało cię dosięgnąć.
Jeżeli chcesz umknąć, przepaść jak kamień w wodę, musisz
przestać żyć. Zaszyć się samotnie wśród leśnej gęstwiny i
sczeznąć tam, niczym szczątki roślin i zwierząt z wolna
zmieniające się w cuchnący śmiercią torf.
Z satysfakcją odpaliłem papierosa, odciągając pomarańczowy
filtr od ust. Papier chroniący tytoń wypalał się szybko, żar
popielił wnętrzności, pozostawiwszy po sobie tylko szczątki
roślinnych źdźbeł zeschniętych na wiór. Ponownie objąłem
ustnik wargami, przymknąłem powieki, czekałem. Dym szybko wyparł
tlen z drobnych pęcherzyków płucnych, ostudziwszy niepohamowaną
złość, nakarmił mnie błogim odurzeniem.
Kategoria: Twincest
*
14.06.2016r.
"A ray of sunshine on a rainy life", sacred
13
– Tutaj jest po prostu pięknie, Ana! – śpiewająco
stwierdziła Klara podczas rozmowy z przyjaciółką. Od kwadransa
wisiała na telefonie, rozłożona w wielkim, hotelowym łóżku,
skutecznie ignorując daremne próby Toma zwrócenia na siebie uwagi.
– To kompleks nowoczesnych budynków: hotel, sala, jacuzzi, basen i
przepiękny ogród z niewielkim jeziorem. Spodobałoby ci się! –
zachwycała się, spychając z siebie rozbiegane dłonie Toma,
mocujące się z zamkiem jej bluzy.
– Cieszę się, że Bill i Tom zajmują ci czas, przynajmniej
nie jesteś sama – odparła Ana.
– O tak, nie mam czasu się nudzić – stwierdziła Klara,
uśmiechając się do swoich, niekoniecznie grzecznych, myśli.
Zaśmiała się bezgłośnie, czując delikatne łaskotki w okolicy
podbrzusza, a później kilka lekkich muśnięć w tym samym miejscu.
– To dobrze, choć zdążyłam się już za tobą strasznie
stęsknić! – Głos Any zabrzmiał niewiarygodnie przytłaczająco,
przez co i Klarze zrobiło się odrobinę smutno.
– Ja za tobą też – zapewniła, po czym pisnęła krótko,
gdy Tom przygryzł niewielki skrawek skóry na jej szyi.
– Klara? Co ty tam robisz? – spytała Ana w taki sposób, że
choć Klara jej nie widziała, to wiedziała doskonale, że
przyjaciółka właśnie podejrzliwie się uśmiecha.
– To... Sussanne – rzuciła w odpowiedzi pierwsze, co przyszło
jej na myśl. – Sussanne właśnie... właśnie... czesze mnie i...
no sama wiesz, jak tego nie lubię –próbowała sklecić sensowne
zdanie, wymyślając banalną wymówkę. Dostrzegła, jak Tom odrywa
się na chwilę od jej ciała, by posłać jej jeden z najcwańszych
uśmiechów, na jaki tylko go stać, a później na powrót przyssał
się do jej skóry. Cała sytuacja wyraźnie niebywale go bawiła.
Kategoria: Tom Kaulitz
*
13.06.2016r.
"Sucht", Czaki
XII
Wszystko działo się tak powoli, a jednocześnie co spojrzałem
na zegarek, to godzina diametralnie różniła się od poprzedniej.
Wszystko było piękne i kolorowe, a ja ciągle się uśmiechałem.
Chyba uśmiechałem. Nie czułem twarzy. Nie miałem pojęcia, co
robili tutaj klaun oraz facet przebrany za smoka, ale może obok
odbywało się jakieś przyjęcie urodzinowe małego chłopca?
Policja przyjechała, a zaraz po niej Tom. Chyba chcieli ze mną
rozmawiać, ale ja nie odbierałem żadnych bodźców z zewnątrz.
Wszystko wirowało, a ja miałem wrażenie, że na wszystko spoglądam
przez lunetę z kolorowymi kamyczkami w środku. Śmiałem się, ale
chyba tylko mi dopisywał dobry humor. No przecież żyję i nic mi
nie jest, tak? Wstałem i pożegnałem się z nimi machnięciem
dłoni, ale zaraz Tom popchnął mnie tak, żebym usiadł ponownie na
moich czterech literach. Czułem, że wylądowałem na chmurce, która
na dodatek zaczyna się unosić. Złapałem się mocno siedzenia i
wychylałem się, obserwują wszystko z góry. Och, jacy wszyscy są
malutcy! Co się działo? Każdy tylko wymachiwał rękoma, a mój
chłopak chyba krzyczał, bo bardzo szeroko otwierał buzię. A może
się dusił i chciał zaczerpnąć więcej tlenu? On też wyglądał
śmiesznie. I lekarze, którzy rozmawiali z panami ubranymi w
niebieskie garnitury. I te wielkie strzykawki, które musieli trzymać
w trójkę. To chyba na tego smoka. A może to wszystko moja
wyobraźnia? Może to ona płatała mi figle i tak naprawdę dostałem
zwykły słodzik, a wszystko, co teraz odbieram jest jakąś chorobą
psychiczną. A jeśli mam schizofrenię? To nie może być prawda!
Przecież wszystko widzę na własne oczy! Zawsze gdy za dużo
wypiłem i chciałem sprawdzić jak bardzo pijany jestem, powtarzałem
w głowie – co może wydać się głupie – tabliczkę mnożenia.
Dwa razy dwa, osiem razy osiem, sześć razy osiem… Sześć razy
osiem… Dodam do siebie dwie ósemki i pomnożę to razy dwa, albo
dodam do siebie dwie szóstki i pomnożę razy dwa albo razy cztery…
Kategoria: Twincest





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz